| Aktualności |
|
Zimowe zjazdy ![]() Zapraszam do lektury ![]() Tekst „Mit Grońskiego” („Magazyn Narciarski” nr 20, zima 2007/2008) jest relacją z trzeciego zjazdu Zachodem Grońskiego z Niżniej Wołowej Szczerbiny – jedną z najtrudniejszych linii narciarskich w Polskich Tatrach (trudność 6). Mam nadzieję, że tekst i towarzyszące mu zdjęcia pomogą wyrobić sobie zdanie na temat obiektywnych trudności tego zjazdu. Nowe „Góry” (nr 12, grudzień 2007) przynoszą z kolei pierwszą część cyklu „Zjazdy z wyższej półki”, w którym opisywać będę najciekawsze zjazdy tatrzańskie, wyceniane w skali trudności na 4, 5 i 6. Na początek „Hińczowa wprost”, czyli kilka słów na temat jednej z najpiękniejszych tatrzańskich „piątek”, urozmaiconych komentarzami Piotra Konopki i Edka Lichoty. Artykuły dostępne są w dziale Publikacje. Na nartach z Pico de Orizaba ![]() Michał Kowalski relacjonuje: Na szczyt weszliśmy od północy, przez lodowiec Jamapa drogą Espolon de Oro. Po pierwszej nocy spędzonej w schronie Piedra Grande (4250 m n.p.m.) podeszliśmy aklimatyzacyjnie na wysokość 4900 m n.p.m., gdzie na krawędzi lodowca założyliśmy depozyt z nartami, a następnie zeszliśmy z powrotem do schronu. Na szczyt wyruszyliśmy 29 listopada o godz. 2 w nocy. Do depozytu dotarliśmy sprawnie, ale podejście z nartami na kopułę szczytową trochę nas wykończyło. Zjazd rozpoczęliśmy dość późno, bo o godz. 11. O tej porze wierzchołek Orizaby zaczynają już spowijać mgły. Niestety, wraz z pogodą pogorszyły się także warunki śniegowe i zjazd po mocno zmrożonym stoku nie należał do najprzyjemniejszych. Ale udało się i to jest najważniejsze. Na wierzchołek Pico de Orizaba wszedł także bez nart Jacek Zięba-Jasiński (KW Zakopane). Wcześniej trójka zakopiańczyków aklimatyzowała się pod wulkanem Iztaccihuatl (5240 m n.p.m.), który próbowała zdobyć najtrudniejszą drogą - Directa al Pecho. Z powodu załamania pogody (burza śnieżna), problemów z odnalezieniem schronu Chalchoapan (który, jak się okazało, został zburzony) oraz kłopotów z aklimatyzacją udało się dotrzeć tylko do wysokości ok. 5000 m n.p.m. Trzeci zjazd Zachodem Grońskiego ![]() Pierwszy raz Zachodem Grońskiego zjechał 4 czerwca 1994 roku Piotr Konopka, w maju 2005 roku zjazd powtórzył Edward Lichota. Michał Kowalski i Michał Ślusarczyk zjechali Zachodem Grońskiego 19 maja, a dzień później zjazd powtórzyli Kuba Brzosko i Michał Owca. Michał Kowalski: - Na pewno jest to trudny zjazd, przede wszystkim od strony psychicznej. W górnej części trawersuje się połączone ze sobą strome pola śnieżne, podcięte skalnym progiem opadającym do Wyżniego Czarnostawiańskiego Kotła. Przy ewentualnym obsunięciu się pozostaje hamowanie dziabą i kantowanie nartami, a w najgorszym wypadku zawsze jest szansa zatrzymać się na skałach - o czym sam miałem okazję się przekonać. Rozpoczęliśmy zjazd dziesięć metrów pod Małą Wołową Szczerbiną, bo na tym pierwszym odcinku śniegu było już naprawdę niewiele. Warunki mieliśmy dobre, chociaż było trochę za miękko i spuszczaliśmy do kotła duże ilości śniegu. Szczerze mówiąc byliśmy mile zaskoczeni, bo przygotowaliśmy się na trawersy i zsuwanie, a tymczasem w kilku miejscach całkiem fajnie się kręciło. W dolnej części zjazdu jest stromy, dość szeroki żleb - tam można już poszaleć. Wszystko wskazuje na to, że był to trzeci zjazd - przynajmniej nic nam nie wiadomo, żeby ktoś tamtędy zjechał po Edku Lichocie. Szacunek dla Piotra Konopki, który zjechał tam po raz pierwszy. Po nim każdy ma już dużo łatwiej, bo wiadomo, że się da. |




